Dzisiaj miałam dość luźne lekcje. Technika, na której będziemy szyć misia, historia, której nienawidze bo naszą nauczycielią jest żona dyrektora i myśli że jej wszystko można, w-f czyli nudy, godzina wychowawcza i pisanie planu w dzienniku (norma), biologia na której mieliśmy zastępstwo i nic nie robiliśmy no i religia czyli najbardziej lochany przez moją klasę przedmiot, znaczy nie tyle co przedmiot a nauczycielka, a właściwie to nie nauczycielka tylko dokuczanie jej. U nas w klasie na religii byli już dwa razy dyrektorzy. Ale to nic nie pomogło. A teraz siedzę sobie w domciu i odrabiam lekcje. Łapcie zdjęcie. :)